nauczyciel zmęczony przy laptopie

Nauczycielskie rozterki o zdalnym nauczaniu!

         Minął rok odkąd szkoły przeszły na zdalne nauczanie. Chyba nikt z nas nie spodziewał się, że to będzie trwało tak długo, bo początkowo, miały być to tylko dwa tygodnie.

      We wrześniu wróciliśmy do szkoły, można było uczyć stacjonarnie. Normalnie. Były spotkania z uczniami i plany na tradycyjny rok szkolny w murach szkoły. Niestety, krótko trwał nasz entuzjazm, bo w październiku znów wróciliśmy przed komputery. Być może niektórym wydaje się, że nauczyciele powinni cieszyć się z takiej formy pracy. Że przygotowanie lekcji on-line jest proste, łatwe i przyjemne. Pojawiały się też głosy, że obecnie nauczyciele nic nie robią. Czy faktycznie tak jest?

Dzieci, szkoła, początek

        Ciekawa jestem, jak obecnie wygląda wasz dzień. Pewnie podobnie jak mój. Rano przygotowanie dzieci do przedszkola, odwiezienie (jak dobrze, że dzieci nauczycieli mogą uczęszczać, bo inaczej nie wiem, jak mogłabym pracować) szybkie śniadanie, kawa i siadamy przed monitorami. Zaczyna się od próśb o włączenie kamer. Z każdym miesiącem jest coraz trudniej, by zmobilizować dzieci do tego. Dlaczego tego wymagam? No cóż, mówienie do czarnego monitora, to jak mówienie do ściany. Poza tym z tegorocznego doświadczenia wiem już, że jak dzieci mają wyłączone kamery, to na lekcji robią zupełnie co innego. Jedzą, grają, oglądają filmy, siedzą w piżamie, bądź w ogóle ich przed komputerem nie ma. W niektórych klasach prośba zostanie wysłuchana i połowa klasy włączy kamery, w innych – kilka osób, bo przecież nie mamy żadnych narzędzi, by ich do tego zmusić. Przechodzimy do lekcji…

komputer

        Próbujemy sprawdzić pracę domową i już pojawiają się schody. Połowa klasy ma nagle problemy techniczne. Nie działa mikrofon, mają słaby Internet, opuszczają spotkanie. O dziwo! Przy sprawdzeniu listy wszystko działa bez zarzutu. I co możemy zrobić? Jak sprawdzić, czy uczniowie faktycznie mają te problemy? Jesteśmy bezradni. Pozostają rozmowy i wykłady o odpowiedzialności i uczciwości. Do jednostek może dotrze. Można pisać też do rodziców. Niektórzy zareagują, a niektórzy nawet nie odpiszą na wiadomość. No i zasadnicze pytanie. Kiedy do nich pisać? Skoro obecnie doba jest za krótka. Ale przejdźmy do lekcji. Jak one wyglądają?

          No cóż, każdy stara się realizować plan pracy, który, dodam w nawiasie, zaplanowany był na nauczanie w formie stacjonarnej. Rozkład, który zaplanowany był na lekcje 45 minutowe, a teraz przecież zalecają, by lekcja trwała pół godziny. Z czego pierwsze 10 minut to łączenie się dzieci, sprawdzanie listy i słuchanie o ich problemach technicznych. Podstawa programowa nie została zmieniona. Tematy nie zostały okrojone. Wszystko pozostało bez zmian, tylko forma naszej pracy znacznie się zmieniła. Jak więc teraz prowadzić lekcje, gdzie trzeba wprowadzać wykresy zdań, gdzie wypada skorzystać ze słowników, jak robić sprawdziany, kartkówki, dyktanda? Prace w grupie i projekty do lektur, które uczniowie tak lubią i nauczyciele też. Czy ta praca ma teraz w ogóle sens? Te pytania zadają sobie chyba wszyscy, którzy dotąd uczyli z pasją i zaangażowaniem. Nastały trudne czasy. I codziennie zadaję sobie też inne pytania: co zrobić, by zaangażować uczniów, by te lekcje nie były nudne, by coś z nich wynieśli? Jakoś radzić sobie trzeba, bo przecież nie wiemy, czy w tym roku szkolnym wrócimy do szkół, choć jest to już bardzo prawdopodobne. Jestem ciekawa waszych przemyśleń na temat zdalnego nauczania. Jak sobie radzicie?

W kolejnym wpisie napiszę kilka rad praktycznych, jak ja sobie radzę, ale liczę też na Waszą aktywność. Napisz do mnie na adres karolina@pakadlabystrzaka.eu!

Karolina.

Nauczyciel w szkole podstawowej, klasy IV- VIII.

Przewiń do góry